Rozdział 28 - Sumienie

— Zabiłeś mnie! — krzyczał młody chłopak, opierając się o przystanek autobusowy. Miał potargane włosy i białą bluzkę, która była mocno ubrudzon i poszarpana. 
  Leon siedział na ławeczce przystankowej i nerwowo się rozglądał. Oparł się rękami o swoje nogi i złożył ręce do modlitwy. Nie miał pojęcia, gdzie aktualnie się znajduje oraz w zasadzie co się wydarzyło. Wszędzie dookoła było tak biało, że raziło go to mocno w oczy oraz wywoływało tępy ból głowy. 
— Kim jesteś? — spytał, a na jego twarzy malowało się teraz przerażenie. Silny ból sprawił jednak, że momentalnie złapał się za skronie, a jego głowę przecięło teraz jedno wspomnienie. Pamiętał, że szedł po schodach, by sprawdzić, co się stało Jackowi oraz, w razie potrzeby, udzielić mu pomocy. Tylko tyle i aż tyle. 
— Naprawdę mnie nie poznajesz? — zdziwił się mocno chłopak i usiadł obok niego. — Przypomnij sobie. To nie jest takie trudne. 
— Ty jesteś Kamil?!
— Widzisz, jak chcesz to potrafisz. 
  Leon wstał i spojrzał na niego z góry. Ujrzał teraz na jego klatce piersiowej ranę postrzałową, którą otaczała zakrzepła krew.
— Co ty tutaj robisz i gdzie my w ogóle jesteśmy...
  Kamil również wstał i podszedł do mężczyzny. Poklepał go po ramieniu i wyszedł ze strefy przystanku. 
— Chodż, to ci pokaże. 
  Leon odwrócił się i ujrzał teraz, że stoi w swoim pokoju. Przystanek zniknął, za to pojawiło się łóżko z pościelą w pingwinki, szafka z marynarkami, czy kredens, na którym zawsze stało zdjęcie Magdy. Za oknem z kolei było bardzo ciemno i dało się tylko dojrzeć zapalone znicze z cmentarza przy Lipowej. 
— Co my tu robimy?! - krzyknął. 
  Kamil usiadł na krześle, które stało na przeciwko łóżka. 
— Wiesz, co to za noc? Jak nie wiesz, to spójrz w kalendarz. 
  Policjant wyciągnął telefon z kieszeni i ujrzał na wyswietlaczu datę imprezy, którą zorganizował Anatol z okazji kolejnej rocznicy bycia komendantem.
— Nie, nie... — zaczął mamrotać. — Idźmy stąd!
  W tym momencie ktoś otworzył drzwi do pokoju, a w nich pojawiła się para kochanków, która nie potrafiła oderwać od siebie ust. Padli po chwili na łóżku i po kilku sekundach, przeznaczonych na zdjęcie ubrań, rozległo się głośne sapanie i dyszenie. 
— Musisz to Leo zobaczyć — powiedział delikatnym głosem. — Spokojnie, oni nas nie widzą i nie słyszą.
  Leon padł na kolana i przytulił głowę do podłogi. Na łóżku ujrzał samego siebie, posuwającego tamtej nocy Karolinę. Zaczęły mu napływać do oczu łzy, które zamazały obraz. Słyszał jednak odgłosy, które niemal zawsze towarzyszą stosunkowi. 
— Dlaczego muszę tu być? Co tutaj się dzieje?!
  Kamil uklęknął obok niego i zaczął go głaskać po ramieniu. 
— Pamiętasz, od tego wszystko się zaczęło... Wszystkie twoje problemy, kłopoty... Musisz to zobaczyć, Leo!
— Ale dlaczego... Ja nie chcę...
  Chłopak wstał i usiadł tym razem na łóżku. Spoglądał teraz przez dłuższą chwilę na baraszkującą ze sobą parę. 
— Dlatego, że musisz zrozumieć, dlaczego twoje życie wygląda, jak wygląda. Inaczej nigdy się nie ogarniesz.
  Zamilkł. Leon poderwał głowę, by zobaczyć, co się dzieje. Znajdował się teraz w pokoju przesłuchań na swojej komendzie, a na przeciwko miał młodego Berga, Anatola oraz samego siebie. 
— Boże, co my tu robimy? — szepnął.
  W tej chwili Anatol próbował uderzyć Berga, lecz Leon z przeszłości złapał jego rękę i go tak powstrzymał.
— Uspokój się! — krzyknął, po czym zawołał kogoś, kto by wyprowadził przesłuchiwanego. 
  Kamil tym razem usiadł na stole i bujał wesoło nogami. Spoglądał, jak jakiś policjant wyprowadza Tomasza z pokoju. Zachowywał się w sumie jak małe dziecko, które cieszyło się z byle czego.
— Zawsze chcialem pracować w policji — zawołał. 
  Anatol podszedł do tej drugiej wersji Leona. Drapał się po nosie, co zazwyczaj jest złym znakiem. 
— Co ty najlepszego robisz?! — wykrzyczał, gdy zamknęły się drzwi. 
— To ja powinienem się ciebie o to zapytać! — również podniósł swój głos.
  W tym momencie obaj znieruchomieli. Karol ześlizgnął się ze stołu i stanął między nimi. Spojrzał im obu głęboko w oczy i zwrócił się w kierunku Leona z teraźniejszości. 
— A pamiętasz, co się dalej wydarzyło?
  Policjant schował ręce w kieszenie i znów łzy zaczęły napływać mu do oczu. 
— Anatol zaproponował mi pracę dla polityków — wydusił w końcu z siebie. — Miałbym wyszukiwać za sporą kasę jakiś informacji, które mogli by oni wykorzystać przeciwko swoim politycznym wrogom. No i odmówiłem...
— No i czemu odmówiłeś? Wiesz przecież, że współpraca z politykami mogłaby zagwarantować ci teraz spokój i bezpieczeństwo. Tak wygląda brutalny świa dwudziestego pierwszego.
— Czy Ty coś sugerujesz? 
  Leon zamarł. Czuł w głębi duszy, że chłopak ma racje, jednak nie mógł przetrawić tych informacji. Od kiedy to łamanie prawa miało gwarantować spokój? 
— Ja nic nie sugeruje. Nie wiem, kto chce ciebie wrobić w zabójstwo Berga i Inez. Próbuje tylko myśleć jak policjant. Wydaje mi się, że Anatol chciał cię wtedy ostrzec przed tymi z góry... No wiesz, o co mi chodzi. 
— Czemu uważasz, że jestem niewinny? Dowody wskazują przeciwko mnie...
— Jestem twoim sumieniem — wzruszył ramionami. — Patrzymy tymi samymi oczyma. Wiem, co zrobiłeś, a czego nie. Wiem o tobie wszystko.
  Ponownie zmieniło się wokół nich otoczenie. Stali teraz na przeciwko siebie w jakiejś ruderze. Leon trzymał w dłoni pistolet i mierzył w stronę Kamila. Ten z kolei głaskał lewą ręką po klatce piersiowej, w miejscu, gdzie jeszcze niedawno była dziura po postrzale. 
— Nie mogę opuścić pistoletu! — krzyczał Leon. — Kamil, zrób coś!
— Nic się już nie da zrobić. Nie da się zmienić tego, co było. A wiesz, co chcialem wtedy wyciągnąć?  Co chciałem ci pokazać?
  Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej telefon. Wyświetlił na nim jakieś zdjęcie i pokazał swojemu rozmówcy.
— Wiem, że nie chciałeś mi wtedy nic zrobić, że stałeś po naszej stronie.
  Zaczął siłować się z ręką, lecz ona nawet nie drgnęła. Cały czas celownik skierowany był między piersi chłopaka. 
— Nikt o tym nie wiedział, że byłem dziennikarzem. Tak, mimo dziewiętnastu lat. Razem z kolegą wpadliśmy na trop przemytników, których ścigałeś. Mieliśmy na nich dowody i chcieliśmy ci pomóc. 
  Leon posmutniał. To był dzień, którego nigdy nie mógł zapomnieć. Zabił przypadkiem niewinnego chłopaka i przez to od tamtej pory nie nosił przy sobie broni. Bal się, że znowu poniosą go niepotrzebne emocje.
— Wiesz, że nie wiedziałem kim jesteś. Robiło się gorąco i wyskoczyłeś ty... Czemu to wszystko mnie spotyka?
  Ponownie zalał się łzami.
— Nue mam ci tego za złe. Chcę ci dalej pomagać. Jestem twoim sumieniem, które mówi ci, co jest złe, co jest dobre. Razem wygramy tę wojnę. Zanim jednak mnie ponownie zastrzelisz, bo to jest nieuniknione, chcę ci coś powiedzieć: nie daj się politykom. Jesteś zabawką w ich rękach. Wierzę, że niebawem złapiesz prawdziwego mordercę.

  Po chwili pistolet wystrzelił. Kamil padł na ziemię z raną postrzałową, z której zaczęła sączyć się krew, a wokół Leona zapadła ciemność.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 23 - Prawdziwa twarz

Rozdział 10 - Podejrzenie

Rozdział 14 - Polityk